Zdjęcie jest wyraźne, numer rejestracyjny odczytany, ale nie wiadomo, kto prowadził samochód. Urząd wysyła korespondencję, właściciel nie odpowiada albo sprawa przez długi czas pozostaje nierozstrzygnięta.
Właśnie ten etap postępowania Ministerstwo Infrastruktury chce gruntownie przebudować.
Nie chodzi przy tym tylko o podniesienie kar. Projekt oznaczony symbolem UD263 ma zmienić sposób prowadzenia spraw dotyczących wykroczeń zarejestrowanych przez fotoradary, odcinkowe pomiary prędkości i inne urządzenia automatycznego nadzoru.
Na początku najważniejsze zastrzeżenie: to jeszcze nie są obowiązujące przepisy. Projekt z 6 sierpnia 2026 r. został skierowany do konsultacji i na dalszych etapach procesu legislacyjnego może zostać zmieniony.
Problem nie jest w zrobieniu zdjęcia
Dzisiejszy system bardzo dobrze radzi sobie z samym wykryciem naruszenia. Kamera rejestruje samochód, prędkość i numer rejestracyjny.
Problem zaczyna się później.
Obecnie CANARD kieruje korespondencję do właściciela lub posiadacza pojazdu. W zależności od odpowiedzi może następnie wystawić mandat, skierować sprawę do sądu albo wysłać dokumenty do wskazanej osoby. Właściciel ma też obowiązek wskazania, komu powierzył pojazd, a niewskazanie takiej osoby może samo w sobie stanowić wykroczenie.
Ministerstwo chce ten mechanizm uprościć i jednocześnie ograniczyć liczbę spraw, które nie kończą się skutecznym ustaleniem odpowiedzialności.
Zamiast klasycznego wezwania ma pojawić się nowy mechanizm
Właściciel lub użytkownik pojazdu ma otrzymywać zawiadomienie o zarejestrowanym naruszeniu wraz z dokumentami pozwalającymi kierującemu ustosunkować się do sprawy.
Jeżeli kierujący zostanie ustalony, nadal podstawową drogą ma być zwykłe postępowanie wykroczeniowe i mandat. Sama opłata administracyjna nie ma więc zastąpić wszystkich mandatów z fotoradarów.
Największa zmiana pojawia się wtedy, gdy sprawa nie zostanie rozwiązana w ten sposób.
Brak reakcji może kosztować znacznie więcej
Projekt przewiduje nową opłatę administracyjną obciążającą właściciela lub użytkownika pojazdu w określonych sytuacjach, gdy sprawa naruszenia nie zostanie skutecznie zakończona.
To ważne rozróżnienie: nie jest to po prostu „wyższy mandat za prędkość”.
Mamy mówić o osobnej należności administracyjnej, której jednym z głównych celów jest sprawienie, aby bierność właściciela nie pozwalała na przeciąganie sprawy w nieskończoność.
Według obecnej wersji projektu obowiązek zapłaty ma powstawać po upływie 30 dni. Projekt przewiduje również możliwość obniżenia należności o 20 proc., jeżeli zostanie uregulowana w przewidzianym wcześniejszym terminie. Przy dalszym braku płatności sprawa może przejść do egzekucji administracyjnej.
W publikowanych analizach projektu pojawiają się stawki od 1500 do nawet 7500 zł, zależnie od rodzaju i skali naruszenia. To zdecydowanie zmienia rachunek ekonomiczny osoby, która chciałaby po prostu zignorować korespondencję.
To nie oznacza automatycznie odpowiedzialności za cudze wykroczenie
Tutaj łatwo o zbyt daleko idący wniosek.
Sam fakt bycia właścicielem samochodu nie oznacza przecież, że dana osoba siedziała za kierownicą. Autem może jechać współmałżonek, dziecko, pracownik, klient wypożyczalni albo użytkownik samochodu leasingowego.
Dlatego projekt rozdziela odpowiedzialność kierującego za samo wykroczenie od projektowanej odpowiedzialności administracyjnej związanej z nierozwiązaniem sprawy.
Naszym zdaniem to właśnie ten element będzie najważniejszym testem nowych przepisów.
System powinien skutecznie eliminować celowe unikanie odpowiedzialności, ale jednocześnie procedura musi umożliwiać właścicielowi wykazanie, że nie prowadził pojazdu albo że w chwili zdarzenia pojazd znajdował się już w posiadaniu innej osoby.
Firmowe samochody staną się jeszcze większym wyzwaniem
Szczególnie uważnie projekt powinny obserwować przedsiębiorstwa posiadające floty samochodowe.
Projekt przewiduje dodatkowe obowiązki związane z leasingiem oraz najmem długoterminowym. Dane użytkownika samochodu mają trafiać do Centralnej Ewidencji Pojazdów.
Według obecnej wersji projektu przedsiębiorca prowadzący działalność leasingową lub wynajem długoterminowy miałby 30 dni od zawarcia umowy na przekazanie danych użytkownika oraz 14 dni na zgłoszenie zmiany lub zakończenia użytkowania.
Dla dużych flot oznacza to coś więcej niż dodatkową formalność.
Jeżeli jednym samochodem porusza się kilku pracowników, bardzo ważna stanie się możliwość odtworzenia, kto faktycznie korzystał z pojazdu konkretnego dnia i o konkretnej godzinie.
Nasza praktyczna rada dla firm jest więc prosta: ewidencja wydania samochodów może przestać być wyłącznie narzędziem organizacyjnym. Może stać się bardzo ważnym dowodem w postępowaniu.
Nowy rejestr ma objąć również samochody zagraniczne
Drugim dużym problemem obecnego systemu są wykroczenia popełniane pojazdami zarejestrowanymi poza Polską.
Projekt zakłada utworzenie Centralnego Rejestru Naruszeń w ramach CEP. Mają trafiać tam informacje dotyczące naruszeń związanych z zagranicznymi pojazdami.
Dostęp do tych informacji podczas kontroli mają uzyskać między innymi Policja, Inspekcja Transportu Drogowego, Straż Graniczna oraz Służba Celno-Skarbowa.
W praktyce oznacza to próbę połączenia zdjęcia wykonanego przez urządzenie z późniejszą kontrolą pojazdu na terenie Polski lub na granicy.
To może być jedna z najbardziej skutecznych zmian całego projektu, ponieważ obecnie identyfikacja i egzekucja należności wobec właścicieli części samochodów zagranicznych jest znacznie trudniejsza.
Jest również zmiana korzystna dla kierowców
Projekt nie składa się wyłącznie z nowych sankcji.
Przewiduje również ustawową korektę wyniku pomiaru prędkości dokonanego przez urządzenie rejestrujące.
Od zmierzonej wartości ma być odejmowane 5 km/h, a na autostradzie lub drodze ekspresowej 6 km/h.
Przykładowo, jeżeli urządzenie zarejestruje 72 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h, dla określenia wysokości sankcji pod uwagę miałaby zostać wzięta wartość po odpowiedniej korekcie.
To ma szczególne znaczenie przy wynikach znajdujących się blisko granicy kolejnego progu taryfikatora.
Największa rewolucja wydarzy się po wykonaniu zdjęcia
Dyskusja o nowych przepisach prawdopodobnie będzie koncentrowała się na wysokich opłatach. Z punktu widzenia całego systemu ciekawsza jest jednak inna zmiana.
Dzisiaj automatyzacja kończy się właściwie w momencie wykonania zdjęcia. Projekt ma częściowo zautomatyzować również to, co dzieje się później.
Fotoradar może w kilka sekund zarejestrować samochód, numer rejestracyjny i prędkość. Tymczasem późniejsze ustalanie odpowiedzialności potrafi trwać miesiącami.
Nowe przepisy próbują zlikwidować właśnie tę dysproporcję.
Dlatego dla kierowcy bardziej odczuwalna od pojawienia się kolejnego fotoradaru przy drodze może okazać się sytuacja, w której po wykonaniu zdjęcia znacznie trudniej będzie pozostawić sprawę bez rozstrzygnięcia.
Nieodbieranie listów nie jest „patentem” na mandat
Tu warto też sprostować często pojawiające się w internecie uproszczenie.
Już dzisiaj samo nieodebranie pisma nie oznacza automatycznie, że sprawa znika. Obecne przepisy nakładają na właściciela lub posiadacza obowiązek wskazania osoby, której powierzył pojazd, a niewskazanie może prowadzić do odpowiedzialności. CANARD może również kierować sprawy do sądu.
Nowy projekt ma jednak sprawić, że administracyjne i finansowe konsekwencje braku skutecznego zakończenia sprawy będą znacznie bardziej bezpośrednie.
Co kierowca powinien zrobić już teraz?
Na razie niczego nie trzeba zmieniać ze względu na sam projekt, ponieważ nowe przepisy jeszcze nie obowiązują.
Warto jednak pamiętać o czymś bardziej uniwersalnym.
Dane właściciela i użytkownika samochodu powinny być aktualne. Po sprzedaży auta formalności należy załatwiać bez zwłoki. Firmy powinny wiedzieć, kto korzystał z konkretnego samochodu. A korespondencji z CANARD zdecydowanie nie warto ignorować.
Jeżeli projekt wejdzie w życie w formie zbliżonej do obecnej, znaczenie tych zasad jeszcze wzrośnie.
Czy kierowca „już nie wywinie się” od mandatu?
Nie. Przynajmniej jeszcze nie można tak tego przedstawiać.
Nagłówki sugerujące, że nowe zasady już obowiązują, są zbyt daleko idące. Na 11 sierpnia 2026 r. mówimy o projekcie ustawy, a nie o obowiązującym prawie.
Jeżeli jednak rozwiązania pozostaną w finalnej ustawie, zmiana może być bardzo istotna.
Nie dlatego, że fotoradary zaczną robić lepsze zdjęcia.
Dlatego, że państwo chce znacznie skuteczniej doprowadzać każdą zarejestrowaną sprawę do finansowego lub prawnego rozstrzygnięcia.
Grafika przygotowana z wykorzystaniem AI na bazie własnych materiałów.