Fałszywa pomoc drogowa poluje na kierowców. Zanim oddasz kluczyki, sprawdź jedną rzecz.

admin_panel_settings
Admin
2026-08-05 13:10:28
Laweta pojawia się, zanim zdążysz zadzwonić. Tak działa fałszywa pomoc drogowa

Awaria za granicą rzadko zdarza się w dogodnym miejscu. Samochód traci moc, zapala się kontrolka albo łapie gumę na trasie, której kierowca nie zna. W aucie rodzina, za barierą pędzą ciężarówki, a w telefonie zaczyna się gorączkowe szukanie numeru do assistance.

I właśnie wtedy zatrzymuje się laweta.

Kierowca wysiada w roboczym ubraniu. Samochód ma żółte oznaczenia, znajomo wyglądające logo i napis sugerujący współpracę z dużym automobilklubem. Pomoc pojawiła się błyskawicznie.

Niekiedy zbyt błyskawicznie.

ADAC ponownie ostrzegł przed fałszywymi pomocnikami drogowymi działającymi na popularnych trasach wakacyjnych w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej. Oszuści wykorzystują wygląd pojazdów, odzież i oznaczenia przypominające niemiecki automobilklub. Problem odnotowywano między innymi w Polsce, na Węgrzech, w Serbii, Chorwacji, Słowenii, Bułgarii, na Słowacji i Litwie.

Nie naprawiają samochodów. Polują na kierowców pod presją

Schemat nie wymaga zaawansowanej technologii ani wcześniejszego śledzenia konkretnej osoby. Fałszywe lawety mogą czekać w pobliżu parkingów i miejsc obsługi podróżnych albo regularnie przejeżdżać trasami, na których w sezonie pojawia się dużo zagranicznych samochodów.

Gdy oszuści zauważą auto stojące na poboczu, zatrzymują się i oferują pomoc. Szczególnie atrakcyjny jest dla nich kierowca z obcą rejestracją, który nie zna lokalnego języka i chce jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu. ADAC opisuje przypadki, w których fałszywi pomocnicy właśnie w ten sposób wyszukiwali swoje ofiary.

To nie jest typowe oszustwo polegające na sprzedaży czegoś, czego klient nie potrzebuje. Tutaj przewagę daje sytuacja.

Kierowca stoi przy ruchliwej drodze. Jest zdenerwowany. Nie wie, jak długo będzie czekał na prawdziwą pomoc. Gdy ktoś podaje gotowe rozwiązanie, naturalnym odruchem jest zgoda.

Problem zaczyna się w chwili, gdy samochód trafia na platformę.

Logo można nakleić. Zlecenie trudniej podrobić

Fałszywa laweta nie musi wyglądać podejrzanie. Wręcz przeciwnie - jej skuteczność zależy od tego, czy wygląda profesjonalnie.

Oszuści wykorzystują barwy i logo ADAC, napisy sugerujące działanie na zlecenie klubu, a nawet odzież przypominającą stroje jego pracowników. Sam widok znanego znaku nie potwierdza więc, że pomoc jest legalna.

Istotny jest także sposób działania ADAC. Poza wybranymi wyjątkami klub korzysta za granicą z lokalnych firm partnerskich. Takie pojazdy nie powinny po prostu podszywać się pod niemieckie „żółte anioły”.

Dlatego zamiast pytać kierowcę lawety: „Czy jesteście z assistance?”, lepiej najpierw samodzielnie skontaktować się ze swoim ubezpieczycielem lub automobilklubem.

Pytanie zamknięte daje oszustowi łatwą odpowiedź. Weryfikacja przez oficjalną infolinię pozwala ustalić, jaka firma rzeczywiście została wysłana, jaki samochód przyjedzie i dokąd może zostać przewiezione auto.

Holowanie jest dopiero początkiem rachunku

Celem oszustów nie zawsze jest pobranie kilkuset euro za samo uruchomienie samochodu. Znacznie więcej można zarobić wtedy, gdy pojazd zostanie zabrany do współpracującego warsztatu.

Tam niewielka awaria może nagle zamienić się w poważną usterkę. Do rachunku dochodzą koszty holowania, diagnozy, postoju, części i napraw, których właściciel nie planował. ADAC ostrzega zarówno przed bardzo wysokimi opłatami za transport, jak i przed zbędnymi usługami warsztatowymi.

Kierowca znajduje się w trudnej sytuacji. Samochód stoi już na obcym placu, a dalsza podróż została przerwana. Nawet gdy rachunek wygląda podejrzanie, spór jest znacznie trudniejszy niż przed załadunkiem pojazdu.

Dlatego najważniejsza decyzja zapada nie w warsztacie, ale na poboczu.

Prawdziwa pomoc nie powinna bać się weryfikacji

Sam fakt, że laweta zatrzymała się bez wezwania, nie oznacza automatycznie oszustwa. Na autostradzie pomoc może zostać skierowana przez policję, zarządcę drogi lub operatora trasy.

Uczciwy pracownik powinien jednak potrafić wyjaśnić:

kto zlecił jego przyjazd,

jaką firmę reprezentuje,

dokąd zostanie przewieziony samochód,

jak zostaną obliczone koszty,

czy kierowca może potwierdzić zlecenie u ubezpieczyciela.

Najbardziej niepokojące nie jest więc to, że laweta przyjechała szybko. Sygnałem ostrzegawczym jest presja: „musimy jechać natychmiast”, „nie ma czasu na telefon”, „zapłata tylko gotówką” albo „cenę ustali warsztat”.

Profesjonalna firma nie powinna mieć problemu z tym, że klient chce sprawdzić jej dane.

Telefon nagle nie ma zasięgu? To nie zawsze przypadek

Jednym z najbardziej zaskakujących elementów ostrzeżenia ADAC jest informacja o przypadkach wykorzystywania urządzeń zakłócających połączenia komórkowe.

Kierowca próbuje zadzwonić po właściwą pomoc, ale telefon nie może połączyć się z siecią. Tymczasem obok stoi już osoba oferująca natychmiastowe holowanie. ADAC radzi w takiej sytuacji zamknąć samochód i - o ile warunki są bezpieczne - odejść kilka metrów od podejrzanego pojazdu, a następnie ponownie spróbować wykonać połączenie.

Oczywiście brak zasięgu sam w sobie niczego nie dowodzi. Problem może wynikać z ukształtowania terenu, tunelu lub słabego pokrycia siecią.

Podejrzana jest dopiero kombinacja zdarzeń: awaria, natychmiastowe pojawienie się niezamawianej lawety, brak możliwości wykonania telefonu i nacisk na szybką decyzję.

Jedna zasada, którą warto zapamiętać

Po awarii za granicą pomoc powinien organizować kierowca, jego ubezpieczyciel, automobilklub, producent samochodu albo zarządca drogi.

Nie osoba, która przypadkiem pojawiła się pierwsza.

Najbezpieczniej zadzwonić pod numer assistance zapisany na polisie lub w aplikacji ubezpieczyciela. Przed wyjazdem warto mieć ten numer także na kartce. Telefon może się rozładować, zostać uszkodzony albo nie mieć dostępu do internetu.

Po przyjęciu zgłoszenia należy zapisać nazwę wysłanej firmy, numer sprawy i miejsce, do którego auto ma zostać zabrane. Gdy przyjedzie laweta, dane można porównać bez podpowiadania ich osobie stojącej przed nami.

Nie pytamy więc:

„Czy przyjechali państwo po srebrnego Volkswagena?”

Lepiej zapytać:

„Jakiego samochodu dotyczy państwa zlecenie?”

Różnica jest niewielka, ale oszustowi trudniej potwierdzić informację, której wcześniej nie otrzymał.

Zanim samochód zniknie na platformie

Jeżeli wykonawca został zweryfikowany, nadal warto zrobić zdjęcie lawety, jej tablic rejestracyjnych i oznaczeń firmy. Trzeba również ustalić docelowy adres oraz zasady naliczania opłaty.

Sama zgoda na holowanie nie powinna być traktowana jako zgoda na dowolną naprawę.

Warsztat może najpierw przeprowadzić diagnozę i przedstawić kosztorys. Dopiero wtedy właściciel decyduje, czy naprawa ma zostać wykonana. Szczególnie ostrożnie należy podchodzić do dokumentów w obcym języku oraz formularzy bez wpisanej ceny i zakresu usługi.

Kilka minut poświęconych na zdjęcia i ustalenia może wydawać się przesadą. Przestaje nią być, gdy później trzeba wykazać, kto zabrał samochód, gdzie go przewiózł i na co rzeczywiście wyraził zgodę właściciel.

Najdroższa może być pomoc, której nikt nie zamawiał

Wysoka cena holowania nie zawsze oznacza oszustwo. Transport z autostrady, interwencja nocna lub przewóz w dniu wolnym rzeczywiście mogą być kosztowne.

Różnica polega na przejrzystości.

Legalna firma ma dane, zlecenie i możliwy do wyjaśnienia sposób naliczania opłat. Fałszywa pomoc liczy na chaos, brak języka i przekonanie, że w sytuacji awaryjnej nie wypada zadawać zbyt wielu pytań.

Właśnie dlatego ten mechanizm nadal działa. Oszuści nie próbują przekonać kierowcy, że ich oferta jest najtańsza.

Próbują przekonać go, że nie ma innego wyjścia.

Po awarii pierwsza laweta nie musi być tą właściwą. Zanim samochód znajdzie się na platformie, warto wykonać jeden telefon więcej.

Później może się okazać, że był najważniejszym połączeniem całej podróży.

Grafika została przygotowana z wykorzystaniem AI na podstawie naszych zdjęć.

Dodaj komentarz