Kierunkowskazy to jeden z tych elementów auta, nad którym na co dzień w ogóle się nie zastanawiamy. Klikasz manetkę, miga i temat zamknięty. A prawda jest taka, że zanim doszliśmy do dzisiejszych rozwiązań, kierowcy musieli naprawdę kombinować, żeby dać innym znać, co zamierzają zrobić.
Początki - ręka za okno
Na samym początku nie było żadnych świateł ani sygnałów elektrycznych. Jeśli ktoś chciał skręcić albo się zatrzymać, po prostu wystawiał rękę przez okno. Do dziś zresztą te gesty są zapisane w przepisach jako awaryjna forma sygnalizacji. Problem w tym, że działało to dobrze tylko w idealnych warunkach. W nocy, w deszczu albo przy większej prędkości praktycznie traciło to sens. No i trzeba było zdjąć jedną rękę z kierownicy, co przy starych, ciężkich autach nie było szczególnie komfortowe.
Semafory - pierwszy krok w stronę automatyki
Kolejnym krokiem były tzw. semafory, czyli małe ramiona wysuwane z karoserii. Pojawiły się w latach 20. i 30. XX wieku i można je było spotkać m.in. w starszych modelach Volkswagena czy Mercedes-Benz. Po włączeniu kierunkowskazu z boku auta wysuwał się podświetlany „pstryczek”, który wskazywał kierunek skrętu. Brzmi ciekawie, ale w praktyce rozwiązanie miało sporo wad. Było delikatne, łatwo się psuło, a widoczność z większej odległości pozostawiała wiele do życzenia.
Przełom - migające światła
Prawdziwy przełom przyniosło dopiero wprowadzenie migających świateł. Już pod koniec lat 30. zaczęto eksperymentować z elektrycznymi kierunkowskazami, a jedną z pierwszych marek, która wdrażała takie rozwiązania, był Buick należący do General Motors. Kluczowe okazało się zastosowanie przerywacza, który sprawiał, że światło nie świeciło ciągle, tylko migało. To nie był przypadek, bo migające światło znacznie lepiej przyciąga uwagę niż stałe, dzięki czemu inni kierowcy szybciej zauważają sygnał.
Kiedy stały się standardem?
Od lat 50. i 60. kierunkowskazy zaczęły stawać się standardowym wyposażeniem samochodów, a z czasem w większości krajów wprowadzono obowiązek ich stosowania. Dziś trudno sobie wyobrazić jazdę bez nich, choć jak wiadomo niektórzy kierowcy nadal traktują je jako opcję dodatkową.
Ciekawostka - skąd ten dźwięk „klik”?
Ciekawostką jest dźwięk „klik, klik”, który słyszysz podczas jazdy. W starszych autach był to efekt pracy mechanicznego przerywacza. W nowoczesnych samochodach ten dźwięk często jest już generowany sztucznie tylko po to, żeby kierowca miał pewność, że kierunkowskaz działa.
Podsumowanie
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, kierunkowskazy wydają się banalne. A jednak to jeden z najważniejszych elementów bezpieczeństwa na drodze. Dają innym kierowcom kilka sekund przewagi, informację o tym, co zamierzasz zrobić. I właśnie te kilka sekund bardzo często robi różnicę.