Ferrari pokazało auto, które miało być symbolem przyszłości. Zamiast zachwytu pojawiło się coś znacznie ciekawszego: nerwowa reakcja giełdy, ostre komentarze fanów i pytanie, którego w Maranello pewnie nikt nie chciał usłyszeć tak głośno - czy Ferrari nadal wie, czym ma być Ferrari?
Nowe Ferrari Luce wywołało burzę
Nowy model Luce to pierwszy w pełni elektryczny samochód marki. I już sam ten fakt wystarczyłby, żeby wywołać dyskusję. Ale Ferrari poszło dalej. To nie jest klasyczne niskie, dwuosobowe coupe z silnikiem za plecami. Luce ma cztery drzwi, pięć miejsc i stylistykę, która bardziej przypomina odważny manifest designerski niż tradycyjny supersamochód z Maranello.
Rynek zareagował natychmiast. Po prezentacji akcje Ferrari spadły o ponad 8 procent, a inwestorzy zaczęli zadawać pytanie, czy marka nie przekroczyła granicy między nowoczesnością a utratą własnej tożsamości.
Fani Ferrari są mocno podzieleni
Największy problem nie polega na tym, że Ferrari zrobiło elektryka. Tego należało się spodziewać. Problem polega na tym, że wielu fanów zobaczyło w Luce auto, które nie wygląda jak spełnienie marzeń z plakatu nad łóżkiem.
W sieci pojawiły się porównania do Nissana Leafa, Fiata Multipli, a nawet odkurzacza. To brutalne, ale pokazuje skalę emocji wokół tej premiery.
Do krytyków dołączył nawet były szef Ferrari, Luca di Montezemolo, który zasugerował, że taki samochód nie powinien nosić logo z wierzgającym koniem.
Ferrari próbuje wejść w nową erę
Ferrari przez dekady sprzedawało hałas, zapach benzyny, mechaniczne emocje i poczucie wyjątkowości. Luce próbuje sprzedać ciszę, technologię i luksus nowej generacji.
Z drugiej strony trudno udawać, że Ferrari zrobiło to przypadkiem. Auto współtworzyli projektanci związani wcześniej z Apple, więc od początku miało wyglądać bardziej futurystycznie niż klasyczne modele marki.
I właśnie dlatego ten samochód jest dziś tak ważny dla całej branży.
To coś więcej niż premiera nowego modelu
Luce nie jest zwykłym elektrykiem. To test, czy najbardziej emocjonalna marka świata potrafi przetrwać moment, w którym samochody coraz bardziej zaczynają przypominać luksusowe urządzenia elektroniczne na kołach.
Możliwe, że za kilka lat ten model będzie uznawany za odważny przełom. Możliwe też, że stanie się symbolem momentu, w którym nawet Ferrari zaczęło mieć problem z własną tożsamością.
Jedno jest pewne - dawno żaden nowy samochód nie wywołał aż takiej reakcji internetu, inwestorów i fanów motoryzacji jednocześnie.