Elektryki miały hamować. Europa kupuje ich coraz więcej, USA coraz mniej

admin_panel_settings
Admin
2026-10-09 16:02:42
Jeszcze niedawno można było odnieść wrażenie, że światowy rynek samochodów elektrycznych zaczyna wyhamowywać. Producenci ograniczali część inwestycji, pojawiały się informacje o słabszym popycie, a niektóre koncerny ponownie zaczęły mocniej stawiać na hybrydy.
Najnowsze dane pokazują jednak coś znacznie ciekawszego. Nie ma jednego globalnego trendu.
W 2026 roku Europa kupuje samochody elektryczne coraz chętniej. W Stanach Zjednoczonych dzieje się dokładnie odwrotnie.
Sprzedaż elektryków w USA spadła od początku roku o około 30,7 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Samochody całkowicie elektryczne odpowiadają obecnie za około 6 proc. amerykańskiego rynku nowych aut, podczas gdy rok wcześniej było to 8,5 proc.
W Europie udział elektryków wzrósł natomiast do około 23,2 proc.
Trudno o lepszy przykład pokazujący, że pytanie „czy ludzie chcą elektryków?” jest po prostu zbyt dużym uproszczeniem.
Europa dochodzi do momentu, na który rynek czekał od lat
Jedną z najważniejszych zmian nie jest sama technologia akumulatorów ani kolejny samochód oferujący 600 km zasięgu.
Zmienił się wybór.
Europejski klient ma obecnie do dyspozycji coraz więcej modeli samochodów elektrycznych. Co ważniejsze, coraz większa część z nich przestaje należeć wyłącznie do segmentu premium.
Na rynku pojawiają się mniejsze i tańsze samochody, które mogą być realną alternatywą dla miejskiego auta benzynowego.
To bardzo istotna różnica.
Przez pierwsze lata elektromobilności producenci próbowali przekonać kierowców przede wszystkim drogimi SUV-ami, limuzynami i modelami o ogromnej mocy. Problem polegał na tym, że znaczna część europejskiego rynku wcale takich samochodów nie potrzebuje.
Klient szukający następcy kilkuletniego Clio, Corsy, Fabii czy Golfa niekoniecznie oczekuje 500 KM i przyspieszenia do 100 km/h w cztery sekundy.
Znacznie częściej liczą się cena zakupu, koszt użytkowania, wielkość auta i możliwość wygodnego ładowania.
Właśnie w tym miejscu oferta zaczyna się zmieniać.
Nie bez znaczenia są ceny paliw
Europejski rynek otrzymał w tym roku jeszcze jeden impuls.
Wysokie ceny paliw zwiększyły zainteresowanie samochodami elektrycznymi na wielu rynkach.
Jeśli benzyna i olej napędowy są drogie, ładowanie samochodu w domu staje się bardziej atrakcyjne. Jeśli jednocześnie państwo oferuje dopłatę, a producent obniża cenę samochodu, rachunek zaczyna wyglądać zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu.
To pokazuje, jak mocno decyzja o zakupie EV zależy od ekonomii.
Nie tylko od technologii.
W USA wydarzyło się coś odwrotnego
Amerykański rynek otrzymał w 2026 roku zupełnie inne bodźce.
Jednym z najważniejszych wydarzeń było wygaśnięcie federalnej ulgi podatkowej sięgającej 7500 dolarów przy zakupie kwalifikującego się samochodu elektrycznego.
Jednocześnie zmieniło się podejście administracji federalnej do regulacji promujących elektromobilność.
W samochodzie kosztującym 40-50 tys. dolarów utrata 7500 dolarów wsparcia nie jest kosmetyczną zmianą.
Może decydować o tym, czy miesięczna rata będzie konkurencyjna wobec auta spalinowego lub hybrydowego.
I właśnie hybrydy stają się w USA jednym z największych beneficjentów obecnej sytuacji.
Ich sprzedaż wzrosła w tym roku o około 23 proc., a udział w amerykańskim rynku osiągnął około 15,6 proc.
Amerykanie niekoniecznie masowo wracają więc do klasycznych samochodów benzynowych.
Część klientów wybiera rozwiązanie pośrednie.
Hybryda stała się dla Amerykanów bezpiecznym wyborem
To zachowanie rynku jest łatwe do zrozumienia.
Hybryda nie wymaga zmiany przyzwyczajeń. Nie trzeba instalować ładowarki w garażu, planować postoju na trasie ani zastanawiać się nad dostępnością infrastruktury.
Jednocześnie zużycie paliwa może być wyraźnie niższe niż w tradycyjnym samochodzie spalinowym.
Dla producentów oznacza to również możliwość wykorzystania istniejących fabryk, platform i sieci serwisowych bez tak gwałtownej zmiany technologicznej, jak przy przechodzeniu bezpośrednio na samochody całkowicie elektryczne.
Nie dziwi więc, że część amerykańskich koncernów ogranicza lub przesuwa niektóre projekty EV i ponownie kieruje inwestycje w stronę hybryd.
Ale spadek sprzedaży nowych EV nie oznacza, że Amerykanie całkowicie je odrzucili
Tutaj pojawia się szczególnie interesujący szczegół.
Podczas gdy sprzedaż nowych samochodów elektrycznych w USA spada, sprzedaż używanych EV wzrosła o około 19 proc.
To może mówić o rynku więcej niż same statystyki nowych samochodów.
Być może problemem nie jest napęd elektryczny jako taki.
Problemem może być cena.
Kilkuletni elektryk, który zdążył już stracić znaczną część początkowej wartości, może być dla kierowcy znacznie bardziej atrakcyjny finansowo niż ten sam typ samochodu kupowany jako nowy.
Oczywiście pojawia się wtedy inne pytanie: stan i kondycja akumulatora.
To właśnie bateria może stać się dla rynku używanych elektryków tym, czym przez lata były przebieg, historia serwisowa i stan silnika w samochodach spalinowych.
Europa ma jeszcze jedną przewagę: konkurencję z Chin
Paradoksalnie presja chińskich producentów może przyspieszać elektromobilność w Europie.
BYD i kolejne marki z Chin wymuszają na europejskich producentach szybsze obniżanie kosztów oraz wprowadzanie tańszych modeli.
Chińskie samochody elektryczne i hybrydowe zdobywają coraz większy udział w europejskim rynku.
Europejscy producenci nie mogą więc ograniczyć się do stwierdzenia, że elektryk musi być droższy, ponieważ akumulator dużo kosztuje.
Jeżeli konkurent potrafi zaoferować podobny samochód taniej, presja cenowa szybko robi swoje.
To może być jeden z najważniejszych czynników przyspieszających rozwój rynku EV w Europie.
Czy to oznacza, że Europa ostatecznie wybrała elektryki?
Jeszcze nie.
Wysoki wzrost procentowy nie oznacza, że samochody spalinowe znikną w ciągu kilku lat.
Europejczycy nadal kupują ogromną liczbę hybryd, samochodów benzynowych i diesli, a sytuacja bardzo różni się pomiędzy poszczególnymi krajami.
Nie każdy kierowca ma również możliwość ładowania samochodu w domu.
Dla mieszkańca domu jednorodzinnego posiadającego własne miejsce parkingowe elektryk może być bardzo atrakcyjnym rozwiązaniem.
Dla osoby mieszkającej na czwartym piętrze bloku bez miejsca parkingowego dokładnie ten sam samochód może być znacznie mniej wygodny.
Dlatego nie spodziewalibyśmy się jednego momentu, w którym europejski rynek nagle „przestawi się” na prąd.
Zmiana będzie znacznie bardziej stopniowa.
Europa i USA pokazują coś ważniejszego niż przyszłość jednego rodzaju napędu
Obecna sytuacja jest ciekawa, ponieważ pozwala obserwować dwa ogromne rynki zmierzające w przeciwnych kierunkach.
Europa ma droższe paliwo, mocniejsze regulacje emisyjne, programy wsparcia i szybko rosnącą ofertę mniejszych elektryków.
USA ograniczyły część zachęt, mają relatywnie tanie paliwo, ogromny rynek dużych SUV-ów i pickupów oraz klientów coraz chętniej wybierających hybrydy.
Efekt?
W jednym miejscu udział samochodów elektrycznych przekracza już 20 proc. rynku, w drugim spadł do około 6 proc.
To pokazuje, że o sukcesie samochodu elektrycznego nie decyduje wyłącznie pojemność baterii ani zasięg podawany przez producenta.
Decydują również cena samochodu, koszt energii i paliwa, podatki, dostępność ładowarek, dopłaty oraz to, jakie modele można faktycznie kupić.
I właśnie dlatego w 2026 roku można jednocześnie powiedzieć dwie pozornie sprzeczne rzeczy:
sprzedaż elektryków mocno rośnie i sprzedaż elektryków mocno spada.
Oba stwierdzenia są prawdziwe.
Wszystko zależy od tego, po której stronie Atlantyku spojrzymy na rynek.

Dodaj komentarz